Człowiek, NIE maszyna - czy czeka nas dehumanizacja treningu piłkarskiego?


Cyfryzacja, szybki przepływ wiedzy oraz informacji dotyczącej szkolenia, nowoczesne technologie wkraczające do treningu piłkarskiego, doskonalenie warunków oraz baz szkoleniowych. Dzięki nim oraz wielu innym aspektom jak chociażby trening psychologiczny, zawodnicy oraz zawodniczki gotowi są do realizacji coraz bardziej złożonych modeli, systemów gry oraz rywalizacji na boisku w obliczu wciąż podnoszącej się poprzeczki. Rozwojowi temu towarzyszą oczywiście ogromne nakłady finansowe z wielu stron. I tak jak w przypadku innych dziedzin naszego życia wraz z pieniędzmi pojawia się coraz większa presja. Piłkarki i piłkarze w oczach wielu stają się "produktem", który ma w perspektywie nie tylko zwrócić "koszty" ale także dać "zysk". A wbrew wyidealizowanym wzorcom medialnym człowiek to NIE maszyna. Choć te potrafią już wiele to jeszcze nie dotarliśmy tak daleko w rozwoju cywilizacyjnym.


Ciężko gloryfikować jakąkolwiek wcześniejszą dekadę szkolenia piłkarskiego, gdyż każdy w niej obecny (zarówno zawodnicy, trenerzy, rodzice, włodarze klubów czy managerowie) będzie miał inne spojrzenie na nią. Jednak z pewnością można zaobserwować, że przed momentem rozpędzenia się "przemysłu szkoleniowego" w piłce nożnej wszystko przebiegało znacznie wolniej. Trening dzieci głównie opierał się o sport szkolny, gdzie trenerzy-nauczyciele znali dobrze swoich podopiecznych, ich rodziców, pedagogów, środowisko z którego się wywodzili. Metody wychowawcze można krytykować, być nawet najlepiej wyedukowany trener na podstawie książek pana Talagi prawdopodobnie wiedział mniej niż niejeden młody, chętny zdobywania wiedzy trener-pasjonat grupy orlików. Metodologia szkolenia i periodyzacja były inne lub nie było ich wcale jednak na pierwszym miejscu był młody człowiek. Piłkarzem mógł się stać dopiero później. Czasami wcale się nim nie stawał. Wiele czynników podlegało losowości, oczekiwania były więc mniejsze, stawka niższa, nawet w przypadku talentów.


Obecnie możemy dostrzec pewną tendencję, że w akademiach trenerzy grup młodzieżowych "pracują na produkcji", a kluby są fabrykami piłkarzy. Wszelki rozwój szkolenia motywowany jest "stworzeniem" gotowego "produktu" - seniora który przyniesie zyski. Nie tylko jednak prezesi i zarządcy klubów ulegają maniakalnej potrzebie fabrykowania sportowej waluty. Dotyczy to niekiedy rodziców, a nawet samych szkoleniowców. Stworzenie "maszyny do grania" napędza i motywuje do inwestowania w rozwój podopiecznych. Sama chęć zbudowania młodym ludziom jak najlepszego środowiska do rozwoju sportowego powinna cieszyć. Niestety wiele również zależy od motywacji osób, które je tworzą. Oczekiwań, które budują wobec zainwestowanego czasu, pieniędzy i własnego zaangażowania. Nie jest to w praktyce przecież takie łatwe. Rodzicom kiedy podsuwane są oferty kontraktów dla kilkunastoletnich synów i córek, trenerom którzy otrzymują bardzo restrykcyjne cele dotyczące prowadzenia zespołu, a w końcu samym graczom stawiane są przed nosem wieloczynnikowe wybory. Decyzje te, często kluczowe, długofalowe oraz trudne, budują ogromną presję. Związaną z... no właśnie. Rozwojem małych sportowców, czy zysków z "inwestycji"? Pamiętajmy, że zyskiem tym nie muszą być pieniądze. Psychologiczny efekt "kąpania się w cudzej chwale" i sukcesie również jest tu kluczowy. Podobnie w przypadku mechanizmu dotyczącego inwestycji zaangażowania ("skoro tyle woziliśmy go/ją na treningi...,", "skoro tyle czasy poświęciłem na analizę oraz treningi indywidualne...", "skoro tyle włożyłem w zakup nowego sprzętu..."). Dlatego na samym początku artykułu wróciliśmy na chwilę do poprzednich dekad. W których trening był na boisku czy klubie na tej samej dzielnicy, składka była niska lub nie było jej wcale (Uczniowskie Kluby Sportowe, SKS-y itp.), mecze i turnieje nie miały takiej oprawy marketingowej. Presja obecnie rośnie, szybciej niż młodzi piłkarze.


Jako szkoleniowcy nie pracujemy jednak "na produkcji". Jakkolwiek będziemy starali się rozwijać swoją wiedzę i umiejętności trenerskie, zbudowanie na samym początku ogromnych oczekiwań wobec podopiecznych wpędza nas w zdehumanizowane podejście do sportowców. Analizujmy grę zespołu i przeciwnika, statystyki oraz liczby związane z grą, planujmy, periodyzujmy, personalizujmy trening, udoskonalajmy przygotowanie motoryczne i mentalne ale pamiętając, że nawet przy tak wielu "narzędziach" i rozbudowanym "warsztacie"... nie budujemy maszyny. Podejście humanistyczne i samo określenie dehumanizacji nie jest tutaj przypadkowe. Jeśli zależy nam na tym, żeby nie odczłowieczać pracy trenerskiej pamiętajmy, że WSPÓŁPRACUJEMY z istotą ludzką, NIE maszyną. Punktem wyjścia w takim podejściu, jego fundamentem jest chęć pomocy osobie chcącej być sportowcem, nawet i jednym z najlepszych w kraju czy na świecie ale wciąż człowiekiem. Sprowadzając trenujących pod naszą opieką (niezależnie od pełnionej przez nas w sztabie funkcji) do roli materiału produkcyjnego może narazić siebie na ogromny zawód naszych oczekiwań i frustrację ("No przecież tyle się napracowałem żeby był zawodowcem!"), a samych zawodników oraz zawodniczki na szybkie wypalenie, a w konsekwencji depresję, zaburzenie poczucia własnej wartości oraz trudności w samoocenie NAWET! jeśli dojdą do poziomu zawodowstwa. Przykładów tragicznego końca karier sportowych nie trzeba szukać daleko.


Postarajmy się uniknąć tego, czego doświadczyło wiele dyscyplin olimpijskich, sprowadzając sportowców do "produktów". Gotowych nie tylko do poświęcenia, wysiłku podczas treningu (które są naturalną częścią rywalizacji sportowej oraz życiowej) ale także zatracenia zdrowia i życia (doping, niebezpieczne-eksperymentalne metody szkolenia, oderwanie od życia rodzinnego czy nawet społecznego). Piłka nożna jest nadal sportem masowym, gdzie tylko najlepsi mają szansę grać na najwyższym poziomie. Wielu młodych zawodników napędzają marzenia o finałach Ligi Mistrzów, mistrzostw świata z godłem na piersi. Chcą być właśnie tymi "najlepszymi". Bądźmy odpowiedzialni w kierowaniu ich marzeniami oraz młodzieńczą motywacją. Sprawmy, żeby w naszych relacjach zbudować chęć wsparcia, pomocy, współdziałania, nie tylko oczekiwań i wytycznych. Pamiętajmy, że nawet w najbardziej zbliżonych do doskonałości okolicznościach nadal pracujemy z człowiekiem, nie maszyną, której działanie jesteśmy w stanie w 100% zaplanować. Żaden model szkolenia nie może być opatrzony nieuniknioną gwarancją sukcesu.


Podejście humanistyczne oraz sam artykuł nie jest krytyką wszystkich środowisk piłkarskich, klubów czy trenerów. To skromny apel o rozwagę w budowaniu wewnętrznych oczekiwań i zdrowy rozsądek w ich budowaniu. Ilość zadań do wykonania przez sztab, czynników, które staramy się dzięki wiedzy naukowej i doświadczeniu kontrolować jest mnóstwo. Nie bez powodu do kadr trenerskich trafia coraz więcej specjalistów, ekspertów w bardzo wąskich niekiedy dziedzinach. Jako psycholog również do niego należę. Nawet jeśli sam trener nie jest w stanie poświęcić wystarczającej ilości uwagi, czasu i spojrzenia pozasportowego na swoich zawodników, niech nie zapomina o przekazania odpowiedzialności za tą uwagę na wszystkich członków sztabu. Wtedy powinno się udać. Z sukcesu sportowego młodych podopiecznych będzie jeszcze przyjemniej się cieszyć, być dumnym, a w przypadku nie dotarcia na szczebel zawodowy pozostawić satysfakcję, że zrobiliśmy wszystko by pomóc młodemu człowiekowi, który dzięki nam poradzi sobie również w życiu poza piłkarską murawą.


139 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie